sobota, 11 stycznia 2014

Dwa tygodnie później...

Witam wszystkich czytelników zombiesurvivalisty! Wiem, że przez długi okres czasu nic nie było, ale miałem problem z internetem, a nie mam zbytniej ochoty pisac 17(!) postów. Zatem ten będzie troszkę...dłuższy ;). Życzę miłego czytania.
11.01.14
   Tak, wiem, że nie pisałem przez długi okres czasu, ale nie było na to czasu. Wyjechaliśmy ze stanu, poza nim jest mniej kąsaczy i więcej ludzi. Chyba dlatego właśnie założyliśmy grupę, do której należy już mniej więcej 40 osób...
   Codziennie napotykaliśmy na swojej drodze około dwóch, czasem trzech ocalałych. A jak to się mówi: Ziarnko do ziarnka, i zbierze się miarka. Zbudowaliśmy prowizoryczny obóz z samochodów, drewna i innych materiałów. Świąt nie obchodziliśmy, przynajmniej ja, bo jestem ateistą, pozostali bardzo skromnie. Słuchając Black Sabathu próbowałem zrozumiec, czemu to się wydarzyło? Czemu teraz? Zero odpowiedzi, a coraz więcej pytań.
   Pewnego dnia spotkaliśmy podczas magazynowania żywności mojego znajomego z dzieciństwa-Andre. Wyjechał wraz z rodzicami na Florydę i się z nim przez długi czas z nim nie widziałem. Był jak...jak terminator.. Miał kilka shotgunów, granaty, snajperkę, która jest teraz warta miliony i inne, potężne bronie. Zapytałem go:
-Stary, skąd ty to wszystko masz?
-Byłem w wojsku. Miałem stopień Generała, stąd właśnie te wszystkie klejnoty.
Po kilku minutach rozmowy i walki z kąsaczami zapytałem go:
-Wiesz co? Mamy sporą grupę. Może chcesz dołączyc do nas?
-Nie wiem, czy to najlepszy pomysł...
-Czemu?
-Mam swoje powody.
-Spokojnie, możesz zabrac rodzinę, czy z kim tam podróżujesz...
-Jestem sam. Wiesz co? Mogę spróbowac.
Andre od razu dołączył do rady grupy, która podejmowała ważne decyzje np. Kto idzie na "Żniwa*" itp. Dwa dni temu był bardzo słoneczny dzień, zapowiadał się cudownie, ale było odwrotnie...
   Gdy ja szukałem Scotta, który zaginął poprzedniej nocy zaatakowały nas zombie. Jak się okazało, ugryziony został lekarz, jedyny w osadzie. W tym boju straciliśmy 7 osób, w tym 6-cio letniego Bena i dwie kobiety. Po tym zajściu dwukrotnie wzmocniliśmy fortece i podwoiliśmy straż. Postanowiliśmy jednak szukac czegoś bezpieczniejszego, coś w podobie do hangaru, magazynu lub hali. Miejsca zamkniętego. Nasz wybór padł na magazyn w New Hampshare. Zabraliśmy namioty, wozy i wszystkie niezbędne rzeczy. Ja jako lider wziąłem wszystko, kompletny brak skromności z mojej strony, ale cóż, taki jest teraz świat. Choc mam tyle do opowiedzenia, kończy mi się tusz w długopisie i nie mogę skończyc. Poszukam nowego, jeżeli przeżyję...
Żniwa-Nazwa "pracy", podczas której zabija się wszystkie kąsacze, które napotkasz na swojej drodze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz