WItam Was, czytelników tego bloga. Pewnie wiecie, że od jakiegoś czasu nie ma postów. Powodem tego jest brak czasu, szkoła, wyjazdy, urodziny i inne czynniki. Tak więc, Wojciech (Zachorzyna) zakończył z nami współpracę a Trolica nie ma czasu jak ja. Przerwa ta (dla mnie) będzie obowiązywać do 31 stycznia włącznie. Potem nadrobie pozostałe posty (widz dał mi ciekawy pomysł). Co robić w czasie przerwy na naszym blogu? Poczytajcie stare posty! Pozdrowienia.
by Kacper Bednarek
środa, 22 stycznia 2014
sobota, 18 stycznia 2014
New Saint's
16.stycznia.2014r.
Gdy dotarła do nas grupa, w której był Eminem, każdy zasypywał go pytaniami: Jak to jest być gwiazdą? Czy sam układał piosenki? I wiele, innych, czasem głupich pytań. Dla mnie jednak liczyła się jego przydatność w drużynie....
Bruce-bo tak ma naprawdę na imię, został wyznaczony do wzmacniania obrony, a także do stanie na wieżyczce, którą mieliśmy zamiar wybudować. Umiał wykonać swą pracę prawidłowo, ale widać było, że nie robił tego raz na miesiąc, tylko raz na rok. No cóż, z czasem się nauczy żyć podczas apokalipsy. Na naradzie zrobiliśmy głosowanie: czy wyruszamy do New Saint's za dwa dni, czy zostajemy tutaj. Wynik mówił wszystko: 6 do 5 głosów na odjazd. Postanowiliśmy, że zostawimy tu jedną czwartą zapasów, gdyby tam zaraza też się dostała. Główkaliśmy, czy może nie jechać nad ocean i zamieszkać na statku? Przecież na nim nic by nam nie groziło. Nagromadzilibyśmy paliwa i by się wszystko udało! Trzeba jeszcze zorganizować przemówienie, w którym powiemy o wszystkim pozostałym.
-Hej Andre-zawołałem.
-Słucham.-odpowiedział.
-Pomógłbyś mi przygotować to przemówienie? Bo pamiętasz czwartą klasę...
-Jasne, i tak nie ma nic do roboty. Pokaż co ty tam masz...-Odpowiedział i spojrzał na moje notatki.
-No no, widać, że nie nauczyłeś się przemówień.-i zaczęliśmy razem pisać.
Po wszystkim ustaliliśmy godzinę. Gdy mówiłem, nie było widać we mnie strachu, który jednak we mnie robił co mógł. Najwyraźniej przekonałem większość grupy. Zaczęliśmy pakować manatki.
Więcej nie napiszę, no bo nic się nie działo. A i tak muszę dokończyć pakowanie....
Gdy dotarła do nas grupa, w której był Eminem, każdy zasypywał go pytaniami: Jak to jest być gwiazdą? Czy sam układał piosenki? I wiele, innych, czasem głupich pytań. Dla mnie jednak liczyła się jego przydatność w drużynie....
Bruce-bo tak ma naprawdę na imię, został wyznaczony do wzmacniania obrony, a także do stanie na wieżyczce, którą mieliśmy zamiar wybudować. Umiał wykonać swą pracę prawidłowo, ale widać było, że nie robił tego raz na miesiąc, tylko raz na rok. No cóż, z czasem się nauczy żyć podczas apokalipsy. Na naradzie zrobiliśmy głosowanie: czy wyruszamy do New Saint's za dwa dni, czy zostajemy tutaj. Wynik mówił wszystko: 6 do 5 głosów na odjazd. Postanowiliśmy, że zostawimy tu jedną czwartą zapasów, gdyby tam zaraza też się dostała. Główkaliśmy, czy może nie jechać nad ocean i zamieszkać na statku? Przecież na nim nic by nam nie groziło. Nagromadzilibyśmy paliwa i by się wszystko udało! Trzeba jeszcze zorganizować przemówienie, w którym powiemy o wszystkim pozostałym.
-Hej Andre-zawołałem.
-Słucham.-odpowiedział.
-Pomógłbyś mi przygotować to przemówienie? Bo pamiętasz czwartą klasę...
-Jasne, i tak nie ma nic do roboty. Pokaż co ty tam masz...-Odpowiedział i spojrzał na moje notatki.
-No no, widać, że nie nauczyłeś się przemówień.-i zaczęliśmy razem pisać.
Po wszystkim ustaliliśmy godzinę. Gdy mówiłem, nie było widać we mnie strachu, który jednak we mnie robił co mógł. Najwyraźniej przekonałem większość grupy. Zaczęliśmy pakować manatki.
Więcej nie napiszę, no bo nic się nie działo. A i tak muszę dokończyć pakowanie....
środa, 15 stycznia 2014
Zabójstwo i śledztwo.
15.stycznia.2014r.
Przez dwa dni nic nie pisałem, bo nic się nie działo. Popracowaliśmy nad dołami z "włóczniami" i zrobiliśmy ze złomu bramę. Dzięki której zwolnimy szwędy na parę ładnych godzin. Przybyło dwóch nowych członków: Patricia i Alex wydawali się mili, ale drzemała w nich nienawiść....
Gdy rano wstałem i poszedłem do wychodka zobaczyłem świeże kości któregoś z naszych, nikt inny nie miał tu wstępu. Wystraszyłem się i pobiegłem zawiadomić Radę. Ustaliliśmy, że ktoś z naszych musiał to zrobić.
-Jaka jest twoja teoria?-Zwróciłem się do Jeroma.
-Moim zdaniem to...to, to kanibalizm.-Odpowiedział z przerażeniem.
Nie mogłem w to uwierzyć. Przecież mamy tak wiele jedzenia, a jednak ktoś zabił, jak się później okazało Ericę.
-Moim zdaniem zgon nastąpił około godziny 3:30. Pęknięta czaszka wskazuje na uderzenie bronią białą, najwyraźniej młotkiem. Potem nastąpił strzał w głowę. Następnie przy użyciu noże ściągane zostały kolejne "wały" mięsa.-stawierdził Jerome, wykształcony patolog.
Zastanawiało mnie, jak to możliwe, że nic nie usłyszeliśmy. Strażnik (Erica) nie żył, ale i tak coś powiniśmy usłyszeć.
Zaczęliśmy prowadzić dochodzenie, bo jeżeli ta sytuacja się powtórzy, możemy przestać żyć. Jak się okazało, w toalecie w nocy było sześć osób: Ryan, Patricia, Alex, Nataly, Oscar i Eric, którego wykluczyliśmy na samym początku, przecież zabijałby wcześniej. Podejrzany wydawał się Alex, który miał na rękach bruzdy krwi. Tłumaczył się, że walczył z zombiakiem nożem, ale przecież wcześniej tego nie miał, a po ich przybyciu nie było ani jednego (żywego) trupa. Nie miał też alibi.
-To on!-Krzyknął ktoś.
Był to Oscar.
-Widziałem, jak to robisz, mieliśmy umowę, czekałem na broń, a ty mnie tak wychujałeś!-Krzyczał
Nowy przyznał się do winy, karą za to był strzał w głowę.
W tym tygodniu aktów kanibalizmu już nie było, a i znaleźliśmy sporą grupę ludzi. Było ich chyba dwadzieścia osób. NIgdy nie uwierzycie kto tam był...Eminem! MIeliśmy z nim wspaniałe przygody w następnych dniach...
Przez dwa dni nic nie pisałem, bo nic się nie działo. Popracowaliśmy nad dołami z "włóczniami" i zrobiliśmy ze złomu bramę. Dzięki której zwolnimy szwędy na parę ładnych godzin. Przybyło dwóch nowych członków: Patricia i Alex wydawali się mili, ale drzemała w nich nienawiść....
Gdy rano wstałem i poszedłem do wychodka zobaczyłem świeże kości któregoś z naszych, nikt inny nie miał tu wstępu. Wystraszyłem się i pobiegłem zawiadomić Radę. Ustaliliśmy, że ktoś z naszych musiał to zrobić.
-Jaka jest twoja teoria?-Zwróciłem się do Jeroma.
-Moim zdaniem to...to, to kanibalizm.-Odpowiedział z przerażeniem.
Nie mogłem w to uwierzyć. Przecież mamy tak wiele jedzenia, a jednak ktoś zabił, jak się później okazało Ericę.
-Moim zdaniem zgon nastąpił około godziny 3:30. Pęknięta czaszka wskazuje na uderzenie bronią białą, najwyraźniej młotkiem. Potem nastąpił strzał w głowę. Następnie przy użyciu noże ściągane zostały kolejne "wały" mięsa.-stawierdził Jerome, wykształcony patolog.
Zastanawiało mnie, jak to możliwe, że nic nie usłyszeliśmy. Strażnik (Erica) nie żył, ale i tak coś powiniśmy usłyszeć.
Zaczęliśmy prowadzić dochodzenie, bo jeżeli ta sytuacja się powtórzy, możemy przestać żyć. Jak się okazało, w toalecie w nocy było sześć osób: Ryan, Patricia, Alex, Nataly, Oscar i Eric, którego wykluczyliśmy na samym początku, przecież zabijałby wcześniej. Podejrzany wydawał się Alex, który miał na rękach bruzdy krwi. Tłumaczył się, że walczył z zombiakiem nożem, ale przecież wcześniej tego nie miał, a po ich przybyciu nie było ani jednego (żywego) trupa. Nie miał też alibi.
-To on!-Krzyknął ktoś.
Był to Oscar.
-Widziałem, jak to robisz, mieliśmy umowę, czekałem na broń, a ty mnie tak wychujałeś!-Krzyczał
Nowy przyznał się do winy, karą za to był strzał w głowę.
W tym tygodniu aktów kanibalizmu już nie było, a i znaleźliśmy sporą grupę ludzi. Było ich chyba dwadzieścia osób. NIgdy nie uwierzycie kto tam był...Eminem! MIeliśmy z nim wspaniałe przygody w następnych dniach...
wtorek, 14 stycznia 2014
Magazyn
12.stycznia.2013
Tego dnia dziły się różne rzeczy, dobre, złe a raz nawet tajemnicze...Jednak najważniejsze jest to, że wciąż walczymy o przetrwanie...
Rankiem postanowiliśmy zabezpieczyć hangar. W obrębie mniej więcej 700 metrów pozbyliśmy się prawie wszystkich zombie. Jeden z nich bardzo mnie zaciekawił. Miał rozerwaną całą twarz, przed śmiercią, a jednak to my musieliśmy go zabić. Ale...co to może oznaczać? Stają się nieśmiertelne? Oby nie, bo na pewno żadne z nas nie przeżyje. Prócz tego zrobiliśmy coś w podobie tarasu na piętrze. Przyda się to podczas ataku tych stworów. Jak narazie nie musimy zbierać broni dzięki Andre, ale wciąż mamy bardzo mało pożywienia. Naszym celem było Tesco. Ja, Eric, Andre, Connor, Kevin i kilku innych postanowiło "napaść" na to miejsce. Jeśli będzie pełny, to na jakieś dwa, może trzy miesiące wolne od zbieranie pożywienia. Jeżeli jednak będzie pusty, to będziemy głodować. W najgorszym wypadku wyrzucić chorych, a takich mamy trzech.
Gdy mój zegarek wskazywał 12-tą, wyruszyliśmy. Pierwsza "fala" była najgorsza. Ugryziony został Jeremy. Bardzo przydatny podczas okradania miejsc. Weszliśmy do sklepu.
-Nigdy bym się tego nie spodziewał.-Powiedziałem, gdy zobaczyłem to, co było w środku.
Na półkach leżały całe paczki jedzenia, wzięliśmy koszyki i powkładaliśmy wszystko, co znaleźliśmy. W sklepie, o dziwo, nie było ani jednego kąsacza. Powróciliśmy do magazynu i uczciliśmy to wydarzenie "szwedzkim" stołem.
Po najedzeniu się do syta poszedłem do "dziury" i sprawdziłem, co się tam dzieje. To co tam widziałem, zamurowało mnie.
-Przygotujcie broń, mamy atak!-zawołałem szybko.
Na zewnątrz było jakieś sto, może dwieście szwendów. Każdy wzmacniał zasieki i poszedł na "snajperską" kanciapę.
-Byle tylko się nie wdarły.-Powiedział, jakoś bez przekonania Kevin.
-Oby-Odpowiedziałem.
Zaczęła się walka, każdy, kto tylko mógł walczył z zombiakami. Było nas dwadzieścia osób. Po czterech-pięciu minutach pozbyliśmy się 40% grupy. Ale one napierały coraz szybciej i szybciej. Bałem się, że to już koniec naszego żywota. Zmobilizowaliśmy się i zabijaliśmy jak najbardziej doświadczeni terroryści. Nie umarł ani jeden nasz, za to pozbyliśmy się wielu, naprawdę wielu nieumarłych.
-O kurwa! To było coś! Uratowałeś nam życie stary. Gdybyś tam nie wszedł, to pewnie już byśmy szukali naszej ofiary.-powiedział do mnie Connor.
Czułem się jak...jak bohater. Ale znowóż bez grupy one by tu dotarły.
Ustaliliśmy warty i zasnęliśmy. Próbowałem jednak zrozumieć, skąd one się tam wzięły? Przecież oczyściliśmy większość miasteczka. Myśląc o tym nie zauważyłem, kiedy zasnąłem.
Tego dnia dziły się różne rzeczy, dobre, złe a raz nawet tajemnicze...Jednak najważniejsze jest to, że wciąż walczymy o przetrwanie...
Rankiem postanowiliśmy zabezpieczyć hangar. W obrębie mniej więcej 700 metrów pozbyliśmy się prawie wszystkich zombie. Jeden z nich bardzo mnie zaciekawił. Miał rozerwaną całą twarz, przed śmiercią, a jednak to my musieliśmy go zabić. Ale...co to może oznaczać? Stają się nieśmiertelne? Oby nie, bo na pewno żadne z nas nie przeżyje. Prócz tego zrobiliśmy coś w podobie tarasu na piętrze. Przyda się to podczas ataku tych stworów. Jak narazie nie musimy zbierać broni dzięki Andre, ale wciąż mamy bardzo mało pożywienia. Naszym celem było Tesco. Ja, Eric, Andre, Connor, Kevin i kilku innych postanowiło "napaść" na to miejsce. Jeśli będzie pełny, to na jakieś dwa, może trzy miesiące wolne od zbieranie pożywienia. Jeżeli jednak będzie pusty, to będziemy głodować. W najgorszym wypadku wyrzucić chorych, a takich mamy trzech.
Gdy mój zegarek wskazywał 12-tą, wyruszyliśmy. Pierwsza "fala" była najgorsza. Ugryziony został Jeremy. Bardzo przydatny podczas okradania miejsc. Weszliśmy do sklepu.
-Nigdy bym się tego nie spodziewał.-Powiedziałem, gdy zobaczyłem to, co było w środku.
Na półkach leżały całe paczki jedzenia, wzięliśmy koszyki i powkładaliśmy wszystko, co znaleźliśmy. W sklepie, o dziwo, nie było ani jednego kąsacza. Powróciliśmy do magazynu i uczciliśmy to wydarzenie "szwedzkim" stołem.
Po najedzeniu się do syta poszedłem do "dziury" i sprawdziłem, co się tam dzieje. To co tam widziałem, zamurowało mnie.
-Przygotujcie broń, mamy atak!-zawołałem szybko.
Na zewnątrz było jakieś sto, może dwieście szwendów. Każdy wzmacniał zasieki i poszedł na "snajperską" kanciapę.
-Byle tylko się nie wdarły.-Powiedział, jakoś bez przekonania Kevin.
-Oby-Odpowiedziałem.
Zaczęła się walka, każdy, kto tylko mógł walczył z zombiakami. Było nas dwadzieścia osób. Po czterech-pięciu minutach pozbyliśmy się 40% grupy. Ale one napierały coraz szybciej i szybciej. Bałem się, że to już koniec naszego żywota. Zmobilizowaliśmy się i zabijaliśmy jak najbardziej doświadczeni terroryści. Nie umarł ani jeden nasz, za to pozbyliśmy się wielu, naprawdę wielu nieumarłych.
-O kurwa! To było coś! Uratowałeś nam życie stary. Gdybyś tam nie wszedł, to pewnie już byśmy szukali naszej ofiary.-powiedział do mnie Connor.
Czułem się jak...jak bohater. Ale znowóż bez grupy one by tu dotarły.
Ustaliliśmy warty i zasnęliśmy. Próbowałem jednak zrozumieć, skąd one się tam wzięły? Przecież oczyściliśmy większość miasteczka. Myśląc o tym nie zauważyłem, kiedy zasnąłem.
Ocalały
Leżałem w gruzach ziemi...
Widziałem z daleka jak zombie atakowały kolejne osoby. Na ten widok chciało mi się rzygać, ale się powstrzymałem, ponieważ nie chciałem zwrócić na siebie uwagi. Zdawałem sobie bowiem sprawę z tego, że jest apokalipsa.
1 godzinę później.
Słyszałem głos! głos! Ludzki!
Próbowałem się odkopać z gruzów i wziąć moją broń, którą upuściłem obok mnie, a chciałem ją wziąć ponieważ nie wiedziałem czy może być to wróg, czy przyjaciel.
Ujrzałem człowieka z rozszarpanym ubraniem, latarką w ręku wraz z bronią. Poświecił mi trochę po oczach, po czym podszedł bliżej. Przedstawił mi się, jako Jess i że jest detektywem. Wspólnie naradzaliśmy się jak pokonać tą plagę i czy jest więcej takich jak my.
Następnego dnia.
Jess zabrał mnie do domu w którym się chował, przespaliśmy tam noc, która jak na apokalipsę była bardzo spokojna. Z rana gdy zjedliśmy szybko trochę chleba, od razu wyruszyliśmy. Broń w rękę i witaj przygodo!
Potem zupełnie nic się nie działo, nie wiedzieliśmy o co chodzi...
Widziałem z daleka jak zombie atakowały kolejne osoby. Na ten widok chciało mi się rzygać, ale się powstrzymałem, ponieważ nie chciałem zwrócić na siebie uwagi. Zdawałem sobie bowiem sprawę z tego, że jest apokalipsa.
1 godzinę później.
Słyszałem głos! głos! Ludzki!
Próbowałem się odkopać z gruzów i wziąć moją broń, którą upuściłem obok mnie, a chciałem ją wziąć ponieważ nie wiedziałem czy może być to wróg, czy przyjaciel.
Ujrzałem człowieka z rozszarpanym ubraniem, latarką w ręku wraz z bronią. Poświecił mi trochę po oczach, po czym podszedł bliżej. Przedstawił mi się, jako Jess i że jest detektywem. Wspólnie naradzaliśmy się jak pokonać tą plagę i czy jest więcej takich jak my.
Następnego dnia.
Jess zabrał mnie do domu w którym się chował, przespaliśmy tam noc, która jak na apokalipsę była bardzo spokojna. Z rana gdy zjedliśmy szybko trochę chleba, od razu wyruszyliśmy. Broń w rękę i witaj przygodo!
Potem zupełnie nic się nie działo, nie wiedzieliśmy o co chodzi...
sobota, 11 stycznia 2014
Dwa tygodnie później...
Witam wszystkich czytelników zombiesurvivalisty! Wiem, że przez długi okres czasu nic nie było, ale miałem problem z internetem, a nie mam zbytniej ochoty pisac 17(!) postów. Zatem ten będzie troszkę...dłuższy ;). Życzę miłego czytania.
11.01.14
Tak, wiem, że nie pisałem przez długi okres czasu, ale nie było na to czasu. Wyjechaliśmy ze stanu, poza nim jest mniej kąsaczy i więcej ludzi. Chyba dlatego właśnie założyliśmy grupę, do której należy już mniej więcej 40 osób...
Codziennie napotykaliśmy na swojej drodze około dwóch, czasem trzech ocalałych. A jak to się mówi: Ziarnko do ziarnka, i zbierze się miarka. Zbudowaliśmy prowizoryczny obóz z samochodów, drewna i innych materiałów. Świąt nie obchodziliśmy, przynajmniej ja, bo jestem ateistą, pozostali bardzo skromnie. Słuchając Black Sabathu próbowałem zrozumiec, czemu to się wydarzyło? Czemu teraz? Zero odpowiedzi, a coraz więcej pytań.
Pewnego dnia spotkaliśmy podczas magazynowania żywności mojego znajomego z dzieciństwa-Andre. Wyjechał wraz z rodzicami na Florydę i się z nim przez długi czas z nim nie widziałem. Był jak...jak terminator.. Miał kilka shotgunów, granaty, snajperkę, która jest teraz warta miliony i inne, potężne bronie. Zapytałem go:
-Stary, skąd ty to wszystko masz?
-Byłem w wojsku. Miałem stopień Generała, stąd właśnie te wszystkie klejnoty.
Po kilku minutach rozmowy i walki z kąsaczami zapytałem go:
-Wiesz co? Mamy sporą grupę. Może chcesz dołączyc do nas?
-Nie wiem, czy to najlepszy pomysł...
-Czemu?
-Mam swoje powody.
-Spokojnie, możesz zabrac rodzinę, czy z kim tam podróżujesz...
-Jestem sam. Wiesz co? Mogę spróbowac.
Andre od razu dołączył do rady grupy, która podejmowała ważne decyzje np. Kto idzie na "Żniwa*" itp. Dwa dni temu był bardzo słoneczny dzień, zapowiadał się cudownie, ale było odwrotnie...
Gdy ja szukałem Scotta, który zaginął poprzedniej nocy zaatakowały nas zombie. Jak się okazało, ugryziony został lekarz, jedyny w osadzie. W tym boju straciliśmy 7 osób, w tym 6-cio letniego Bena i dwie kobiety. Po tym zajściu dwukrotnie wzmocniliśmy fortece i podwoiliśmy straż. Postanowiliśmy jednak szukac czegoś bezpieczniejszego, coś w podobie do hangaru, magazynu lub hali. Miejsca zamkniętego. Nasz wybór padł na magazyn w New Hampshare. Zabraliśmy namioty, wozy i wszystkie niezbędne rzeczy. Ja jako lider wziąłem wszystko, kompletny brak skromności z mojej strony, ale cóż, taki jest teraz świat. Choc mam tyle do opowiedzenia, kończy mi się tusz w długopisie i nie mogę skończyc. Poszukam nowego, jeżeli przeżyję...
Żniwa-Nazwa "pracy", podczas której zabija się wszystkie kąsacze, które napotkasz na swojej drodze.
11.01.14
Tak, wiem, że nie pisałem przez długi okres czasu, ale nie było na to czasu. Wyjechaliśmy ze stanu, poza nim jest mniej kąsaczy i więcej ludzi. Chyba dlatego właśnie założyliśmy grupę, do której należy już mniej więcej 40 osób...
Codziennie napotykaliśmy na swojej drodze około dwóch, czasem trzech ocalałych. A jak to się mówi: Ziarnko do ziarnka, i zbierze się miarka. Zbudowaliśmy prowizoryczny obóz z samochodów, drewna i innych materiałów. Świąt nie obchodziliśmy, przynajmniej ja, bo jestem ateistą, pozostali bardzo skromnie. Słuchając Black Sabathu próbowałem zrozumiec, czemu to się wydarzyło? Czemu teraz? Zero odpowiedzi, a coraz więcej pytań.
Pewnego dnia spotkaliśmy podczas magazynowania żywności mojego znajomego z dzieciństwa-Andre. Wyjechał wraz z rodzicami na Florydę i się z nim przez długi czas z nim nie widziałem. Był jak...jak terminator.. Miał kilka shotgunów, granaty, snajperkę, która jest teraz warta miliony i inne, potężne bronie. Zapytałem go:
-Stary, skąd ty to wszystko masz?
-Byłem w wojsku. Miałem stopień Generała, stąd właśnie te wszystkie klejnoty.
Po kilku minutach rozmowy i walki z kąsaczami zapytałem go:
-Wiesz co? Mamy sporą grupę. Może chcesz dołączyc do nas?
-Nie wiem, czy to najlepszy pomysł...
-Czemu?
-Mam swoje powody.
-Spokojnie, możesz zabrac rodzinę, czy z kim tam podróżujesz...
-Jestem sam. Wiesz co? Mogę spróbowac.
Andre od razu dołączył do rady grupy, która podejmowała ważne decyzje np. Kto idzie na "Żniwa*" itp. Dwa dni temu był bardzo słoneczny dzień, zapowiadał się cudownie, ale było odwrotnie...
Gdy ja szukałem Scotta, który zaginął poprzedniej nocy zaatakowały nas zombie. Jak się okazało, ugryziony został lekarz, jedyny w osadzie. W tym boju straciliśmy 7 osób, w tym 6-cio letniego Bena i dwie kobiety. Po tym zajściu dwukrotnie wzmocniliśmy fortece i podwoiliśmy straż. Postanowiliśmy jednak szukac czegoś bezpieczniejszego, coś w podobie do hangaru, magazynu lub hali. Miejsca zamkniętego. Nasz wybór padł na magazyn w New Hampshare. Zabraliśmy namioty, wozy i wszystkie niezbędne rzeczy. Ja jako lider wziąłem wszystko, kompletny brak skromności z mojej strony, ale cóż, taki jest teraz świat. Choc mam tyle do opowiedzenia, kończy mi się tusz w długopisie i nie mogę skończyc. Poszukam nowego, jeżeli przeżyję...
Żniwa-Nazwa "pracy", podczas której zabija się wszystkie kąsacze, które napotkasz na swojej drodze.
czwartek, 26 grudnia 2013
Ogłoszenia Parafialne
Hej to ja; autor bloga. Mam pewne ogłoszenia, z którymi chce się z Wami podzielic:
-Na razie brak postów (święta), jednak po nich, ruszamy ostro z kopyta
-Szukam osobę(osoby), które chciałyby blogowac razem ze mną. Jeżeli jest ktoś chętny, to proszę o kontakt na fb: https://www.facebook.com/kacper.bednarek.104. Lub na maila: npwm3007@wp.pl. Początkowo brak zarobków, jednak przy ok. 8-10 tyś. wyświetleń włączę tę opcję i dzielimy się tak, jak to ustalimy.
-Na razie brak postów (święta), jednak po nich, ruszamy ostro z kopyta
-Szukam osobę(osoby), które chciałyby blogowac razem ze mną. Jeżeli jest ktoś chętny, to proszę o kontakt na fb: https://www.facebook.com/kacper.bednarek.104. Lub na maila: npwm3007@wp.pl. Początkowo brak zarobków, jednak przy ok. 8-10 tyś. wyświetleń włączę tę opcję i dzielimy się tak, jak to ustalimy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)