poniedziałek, 23 grudnia 2013

3. dzień apokalipsy

 22.grudnia.2013 r.
            Po przebudzeniu się obmyłem się wodą wykradzioną z sklepiku i obudziłem resztę. Wyruszyliśmy w podróż ku New Saint's-jedynego miejsca, nie dotkniętego tą zarazą...
           Wspólnie postanowiliśmy, że zabierzemy jeszcze jedną osobę lub więcej, jeżeli znajdziemy opuszczony, sprawny samochód. Pierwsza była druga opcja. Kierowcą Porsche 901 został Eric. On jednak był jedynym pasażerem tamtego auta. Ja kierowałem samochodem w którym siedzieli Emma i James. Nic ciekawego się nie działo, więc postanowiłem puścic moją ulubioną płytę-"Nevermind" Nirvany.
-O mój boże...Wyłącz te brzdęki, nienawidzę Nirvany!-wkurwiał się James miłośnik klasyki.
-Co ci w tej muzyce nie pasuje? Mocna, głośna z przekazem. Czego chcesz więcej?-Odpowiedziałem.
Odpuścił. Całe szczęście, inaczej musiałbym słuchac Beethovena, znając życie. W pewnym momencie dostrzegłem drobną osóbkę. Z uśmiechem na ustach podjechałem do niej. Odwzajemnił mój uśmiech. Nagle z lasu wyszedł kąsacz i ugryzł go. Gdybym podjechał chwilę wcześniej, siedziałby teraz z nami. Druga osoba na sumieniu licząc kasjera, to trzecia. Nagle przypomniałem sobie o Norville-mała wieś, mieszkają tam moi rodzice i brat. Zatrzymałem Erica i powiedziałem mu o tym, zboczyliśmy z kursu. Podekscytowałem się, że moja rodzina będzie razem ze mną. Dojechaliśmy do głównej ulicy, było tam kilka zombie, spokojnie sobie z nimi poradziliśmy. Podjechałem pod mój, a w zasadzie dom moich rodziców. Drzwi były otwarte. Nagle z pokoju taty wyskoczył mój brat-Jarrod z tasakiem. Gdy mnie zauważył, powiedział:
-Jess? O matko, mój brat żyje! Mamo chodź! Jess przeżył!-Krzyczał w niebogłosy.
-Chcę zabrac was do New Saint's-miejsca wolnego od ożywionych po śmierci.
-Hej, a gdzie tata?-Zapytałem.
-On, on...nie żyje. Zagryzł go Jenckins.
Rozpłakałem się. Mój tata, z którym tyle przeżyłem zginął zabity przez pijaka. Świat się dla mnie zawalił. Zawsze moja mama i brat przeżyli. Spakowali się i odjechaliśmy. Jarrod pojechał swoim autem. Czy wśród kąsaczy był mój ojciec? Jeśli tak to...zabiłem mojego ojca! Poleciały mi łzy, znowu.
Pojechaliśmy na odludzie i ułożyliśmy się spac.
Koło trzeciej nad ranem obudziło mnie stukanie w szybę. Zombie się zebrały! Zapaliłem silnik i próbowałem wycofac. Było ich niewiele, dlatego spokojnie sobie poradziłem. Zatrąbiłem, żeby pozostali się obudzili. Zrobili to co ja. Nie przestaliśmy jechac, tylko co 2-3 godziny zmienialiśmy kierowcę. Tak minął trzeci dzień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz