poniedziałek, 23 grudnia 2013

2 dzień apokalipsy

*Hej tu autor bloga. Sory, że wczoraj i przedwczoraj nie było "kartki", ale nie było mnie w domu, spodziewajcie się dziś trzech postów ;).
                                                                                                                                       21.grudnia.2013 r.
         Gdy James i Eric wstali. Postanowiliśmy, że dzisiaj poszukamy czegoś do jedzenia, bo oni mieli tylko po puszce konserw, a ja wybiegłem z domu, nie myśląc o prowiancie...
         Niedaleko nas był sklep "The Best Shop"-mały, stary budynek z odlatującym tynkiem. No cóż, w tych czasach nawet tym nie pogardzę. Podeszliśmy pod drzwi:
-Cholera, zamknięte.-Wkurzyłem się.
-Mam pomysł, odsuńcie się!-Zakrzyknął Eric i wyważył drzwi.
Weszliśmy do środka. Braliśmy wszystko co się przyda; jedzenie, napoje, baterie, latarki oraz książki, które można przeczytac podczas jazdy. Wszystko zapakowaliśmy do koszyków i wynieśliśmy. Nagle zza lady wstał chory człowiek. Miał broń, ale żeby ją zdobyc, trzeba go zabic. Zacząłęm strzelac w jego kierunku, jedna strzała trafiła go w głowę, padł.
-Strzelajcie w głowy.-Powiedziałem.
Podszedłem do niego i zrobiło mi się żal tego człowieka. Zginął przeze mnie. Zakręciła mi się łza w oku. Ale to nie czas na refleksje, wyrwałem mu broń z rąk. Glocka dałem Jamesowi, niech się popisze swoimi umiejętnościami. Eric już to zrobił. Wychodząc zauważyłem płyty CD z piosenkami wykonawców takich jak: Eric Clapton, Michael Jackson, Elvis Presley i wielu, wielu innych wspaniałych muzyków i zespołów. Wziąłem kilka z nich, żeby powspominac stare czasy, gdy nie było takich wandali i gdy miliony ludzi nie umierało od grypy czy innych pospolitych chorób. Wróciliśmy do mojego Hyundaia Tuscona z 2008 roku i odjechaliśmy w nieco dziwnie radosnych nastrojach. W pewnym momencie zauważyłem na drodze Audi A5 z tabliczką "Pomocy" zatrzymałem się i czym prędzej pobiegłem sprawdzic, co się dzieje.  Z drugiej, niezauważalnej dla nas strony widziałem rozerwane drzwi i zgniecioną maskę. Wystraszyłem się, kto wie, czy właściciele samochodu nie są zakażeni. Gdy okrążałem samochód zza drzewa wyszła młoda, ładna kobieta. Po stracie Brittany nie byłem gotowy na związki, ale chciałem zabrac ją ze sobą. Była ona ubrana w biały t-shirt i białe spodenki, chodziła na czarnych, bardzo wysokich szpilkach. Po kilku sekundach spoglądania na siebie nawzajem zapytała:
-Zabierzecie mnie ze sobą? Miałam wypadek, jakiś idiota uderzył mój samochód z taką prędkością, że ledwo go widziałam.
-Jasne, chodź, mamy jeszcze miejsce w samochodzie. Jestem Jess, a ty?
-Emma, nazywam się Emma.
Nowa pasażerka opowiedziała nam co nieco o zarazie. Wirus przenosi się przez ugryzienie. Ludzie ugryzieni chcą zjeśc kolejnych i tak to się rozprzestrzenia. Żeby ten "zombie" umarł trzeba uszkodzic mózg, tak jak ja w sklepie. Jedno mnie tylko nurtowało: skąd ona wie o tym wszystkim? Nie chciałem jej już pytac, bo byłem wykończony. Spaliśmy w samochodzie. Ustaliliśmy warty i zasnęliśmy, tylko Eric nie spał, bo było jego kolej. W razie niebezpieczeństwa miał nas obudzic i unicestwic zagrożenie. Ta noc było dośc spokojna. To jedna z ostatnich, normalnych nocy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz